„Ślub od pierwszego wejrzenia” – sposób na sensację, nie miłość

Kapelusz na ślub – tylko na Royal Wedding?
12 listopada 2018
Wakacje na Krecie – nie tylko na podróż poślubną
20 listopada 2018

Przy okazji pierwszej edycji „Ślubu od pierwszego wejrzenia” pisałam, że polskie edycje tego formatu, ze względu na kontekst kulturowy, raczej będą poważniejsze. Ślub w końcu w Polsce to ciągle sprawa dużego kalibru, z której się nie żartuje. Nie podjęłam się wtedy oceny tego programu po jednym odcinku, ale po trzech edycjach już chyba mogę. 

Przede wszystkim – z perspektywy czasu, dziwię się, że którykolwiek związek miał szansę przetrwać. Chociaż jeden ze wszystkich. Dlaczego? Bycie sobą przed kamerami niewiele ma wspólnego z byciem sobą. Wiadomo, że chcemy wtedy wypaść jak najlepiej, trochę oszukując w ten sposób nie tyle widzów, co potencjalnie dopasowanego partnera.

Kolejna sprawa – motywacja. Co faktycznie motywuje uczestników programu do zgłoszenia się do niego. Trudno mi mówić o reality show „eksperyment”, jak ciągle tytułują go programowi eksperci (dwóch psychologów i antropolg) oraz narrator, bo to w sumie trochę igranie z czyimś życiem niż eksperyment naukowy. 

W marketingu jest taki sposób angażowania odbiorców „in the name of research” – ludzie myślą, że uczestniczą w procesie podejmowania decyzji, w badaniach, a tak naprawdę jest już to ta „właściwa” kampania marketingowa. Tutaj jest identycznie. Uczestnicy (ale i telewidzowie!) myślą, że uczestniczą w eksperymencie, a tak naprawdę to to już właściwa opowieść, soap opera czasów reality TV.

Zrzut ekranu 2018-11-19 o 22.48.44

Czy ogląda się źle? Oczywiście, że nie. Gdyby tak było, nie obejrzałabym trzech edycji! 

Co więc właściwie mam do zarzucenia „Ślubowi od pierwszego wejrzenia”?

1. Nic albo prawie nic nie wiemy o motywacjach uczestników. Samo znalezienie męża czy żony przecież nie jest motywacją samą w sobie. Wydaje mi się, że wśród uczestników nie brakuje osób zagubionych, które do końca nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem dalej. Wygląda na to, że są też osoby zapracowane, które nie mają czasu na miłość. Są też osoby rodzinne, które utkwiły na dobre w kręgu rodziny i przyjaciół, bez sposobności poznawania nowych osób.

 No ale na Boga, jest przecież internet! Dlaczego więc te osoby nie pójdą na portal randkowy, tylko do telewizji?
Brakuje mi tutaj większego tła na temat motywacji kierujących uczestnikami. Bo popularność telewizyjna? Niby czemu ma służyć bycie znanym z tego, że się rozwiodło w telewizji? 

2.  Eksperci, przy doborze, chyba nie do końca uczestników słuchają. A przynajmniej, w 3. edycji miałam wrażenie, że to raczej partnerki zostały dobrane do partnerów, a nie odwrotnie. 

Są rzeczy, które mocno dyskwalifikują i których „poznanie się” czy „zrozumienie” nie przeskoczą.

Mężczyźni w trzeciej edycji są totalnie niedojrzali (może z wyjątkiem Adriana), a kobiety (znowu, z wyjątkiem Anity) – mimo bardzo młodego wieku mają bezsensowne parcie na małżeństwo. 

Wszyscy zaś mają sporo deficytów komunikacyjnych – nie tylko ze sobą, ale też wśród swoich rodzin. 

3. Dramatyczna narracja. Część odcinków, zwłaszcza 3. edycji jest nieoglądalna przez sztuczne rozgrywanie dramatu. Wiem, magia telewizji. Ale jest to irytujące dla widza – naprawdę!

Koniec końców, wydaje mi się, że w „Ślubie od pierwszego wejrzenia” nacisk ze „ślubu” został przełożony na „budowanie związku dwojga przypadkowych ludzi” – uda się, albo nie.

A Wy, co sądzicie o „Ślubie od pierwszego wejrzenia”? 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *